Zamierzchła historia Ostwaldu jest nierozerwalnie związana z Vanthią, a później — Kolonią Vanthijską i Imperium. Oczywiście jednak w ostwaldzkich szkółkach dzieci poznają taką wersję historii, jaką uznają Ostwaldczycy. Czasy najdawniejsze widzą oni jednak podobnie jak Imperialni — szczegółowo opisuje to ten artykuł.
Okres poprzedzający i następujący po Wielkiej Destabilizacji Magii (WDM) był burzliwy dla całego znanego Fallathanu, zdecydowanie nie oszczędzając Ostwaldu. Jak dokładnie przebiegały te historyczne wydarzenia, można szczegółowo przeczytać w tym artykule. Spójrzmy jednak na tę historię bardziej z perspektywy Ostwaldczyków.
Tereny dzisiejszego Ostwaldu były jednymi z pierwszych, które wojska Ludzi na czele z Thoranem Rionem podbiły w imieniu Vanthii. Kampanię tę zorganizowała ówczesna władczyni Vanthii, młodziutka Victoria III z rodu Addenbergów, w roku 33 p.n.e. W 30 r.p.n.e. podporządkowane Ludziom były już dzisiejsze tereny Ostwaldu oraz wschodnia połowa Imperium, które nazywano w tamtym czasie Kolonią Vanthijską. Kolejnych kilka lat później, w roku 25 p.n.e. Vanthijczycy podporządkowali sobie także zachodnie i północne części terytorium dzisiejszego Imperium. Była to niezwykle brutalna i krwawa kampania, która poskutkowała śmiercią lub zniewoleniem nielicznej i nieprzygotowanej do wojny na taką skalę tubylczej populacji składającej się głównie z Elfów i Ruanów, a później, na północy — Orków, a także innych nieludzi, takich jak Centaury i Fenowie, których dziś już próżno szukać w Fallathanie, gdyż zostali w tej wojnie całkowicie wytrzebieni. Podczas gdy większość Imperialnych uważa to do dziś za ważne i uzasadnione zwycięstwo, przyszli założyciele i obywatele Ostwaldu dystansowali się wobec tych wydarzeń i wyrażali się o nich raczej krytycznie, nie wchodzili jednak raczej w otwarte konflikty ze zwolennikami polityki Thorana Riona.
W roku 24 p.n.e. w zasadzie całe terytorium Tarneth było podporządkowane Ludziom. Na rozkaz Thorana rozpoczęto intensywne (a nierzadko wręcz katorżnicze) prace nad rozwijaniem osadnictwa i szlaków komunikacyjnych. W tym okresie do Kolonii Vanthijskiej ściągnięto z Wielkiej Vanthii budowniczych, urzędników, kupców, rzemieślników, rolników, medyków, nauczycieli… Nie wszystkim jednak ten „nowy świat” zdołał się spodobać. Niektórzy po przybyciu na miejsce przeżyli szok wywołany skalą przemocy i okrucieństwa, z jaką traktowano tubylców — zwłaszcza na terenach zachodnich. Wielu z tych przybyszy w efekcie zbiegła drogą morską do Amarth, jednak część próbowała przedostać się z powrotem na ziemie wschodnie, gdzie skala przemocy wydawała się mniejsza. Gdy jednak nadal trudno im było się pogodzić z tym, co zastali w kolonii, zaczęli wędrować dalej na wschód, w kierunku terenów dzisiejszego Ostwaldu — początkowo z zamiarem podjęcia próby przedostania się drogą morską do Amarth. Część z nich faktycznie odpłynęła, jednak większość musiała stawić czoła faktowi, że znalezienie i opłacenie statku gotowego ich tam zabrać graniczy z cudem.
Mniej więcej w tym czasie do Ostwaldu przybył z Wielkiej Vanthii młody, bystry, energiczny, a przy tym przystojny hrabia Aeneas Diesbaht, któremu królowa Victoria III nadała zwierzchność nad tą częścią Kolonii Vanthijskiej, która mieściła się na ziemiach dzisiejszego Ostwaldu. Oficjalnie — za zasługi dla kraju, gdyż hrabia Diesbath z oddaniem i skutecznie inicjował i wspierał rozwój nauki i technologii w Vanthii. Jednakże każdy co lepiej poinformowany vanthijski dworzanin wiedział doskonale, że za nominacją tą stało coś jeszcze — otóż królowa wdała się ze znacznie młodszym od niej Diesbathem w niefortunny romans. Gdy dowiedzieli się o tym jej doradcy, w zasadzie nie dali jej wyboru — królewskiego kochanka trzeba było zesłać gdzieś daleko, najlepiej na inny kontynent, ale jednocześnie tak, by nie wyglądało to na karę — gdyż wywodził się on z potężnego rodu. Victoria III przystała na to niechętnie, lecz wyżej ceniła sobie władzę niż uczucie swego lubego.
Tak więc hrabia Diesbath zyskał z woli królowej tytuł księcia i objął we władanie ziemie, które nazwano Księstwem Ostwaldzkim — od nazwy majątku Diesbathów na Vanthii. Niestety majątek ów nie przetrwał późniejszej katastrofy związanej z WDM i w całości znalazł się pod wodą.
Jako człowiek oświecony i powściągliwy (co wśród ówczesnych vanthijskich możnych było niestety rzadkością), młody książę nie popierał wyzysku, zbędnej przemocy ani niewolnictwa, był raczej wolny od uprzedzeń i nie miał zwyczaju oceniania innych po pozorach. Powoli po księstwie rozeszła się więc wieść, że planuje on zaprowadzić w nim porządki zgoła inne od tych, jakie Thoran Rion narzucił Kolonii. To sprawiło, że Ostwald przyciągnął na swe terytorium nie tylko uciekinierów rozmaitych ras z Kolonii Vanthijskiej, ale i tych nielicznych Ludzi, którzy dotąd nadal tam pozostawali mimo rozczarowania polityką wewnętrzną państwa.
Prawdopodobnie, gdyby migracje te były liczne, Thoran Rion uznałby je za problem, jednakże w praktyce przytłaczająca większość Ludzi osiadłych w Kolonii aprobowała lub wręcz podziwiała jego politykę. W zaciszu swych komnat Thoran widział więc w tej sytuacji raczej korzyść — oto jego ziemie z własnej woli opuszczali potencjalni wichrzyciele. Nie przeszkodziło mu to jednak oczywiście potępiać tych aktów nielojalności i braku patriotyzmu w oficjalnych wystąpieniach.
Te lata podbojów, a później budowania państwowości na terenach Tarneth stanowiły okres trzech dekad złotego rozwoju Wielkiej Vanthii, jak nazywało się wówczas to państwo. Wkrótce zaczęły jednak zbierać się nad nim czarne chmury.
Owładnięta manią wielkości i żądzą władzy nad całym znanym światem, królowa Victoria III — za podszeptem pozostałych w Vanthii kuzynek i kuzynów — postanowiła nie poprzestawać na podboju Tarnethu, ale ruszyć także na Amarth. Kuzyni ci, zazdrośni o Thorana Riona i Aeneasa Diesbahta, pragnęli nowych ziem dla siebie.
Szczegółowo przebieg tej kampanii opisano w tym artykule. O ile jednak mieszkańcy Kolonii Vanthijskiej i samej Wielkiej Vanthii całkiem chętnie ruszyli na nową wojnę, mieszkańcy Ostwaldu zupełnie nie przejawiali takiej gorliwości. Woleliby skupić się na budowaniu swojego życia na nowej ziemi, niż ryzykować je podczas kolejnych podbojów, których w większości nie popierali. Ochotników do wojska Wielkiej Vanthii było tu więc jak na lekarstwo, a tych, którzy objęci byli obowiązkową służbą wojskową, przed przymusem walki próbował ochronić sam książę Diesbath, interweniując u królowej. Jego wpływ na dawną kochankę najwyraźniej jednak znacznie osłabł — lub też jej żądza władzy tak się rozbuchała — gdyż Victoria III pozostała głucha na prośby kuzyna i zarządziła w Ostwaldzie taki sam pobór, jak na pozostałych podległych jej ziemiom.
Jak wiadomo z historii, kampania ta zakończyła się katastrofą, upadkiem Wielkiej Vanthii oraz śmiercią królowej. Kataklizm nie oszczędził także Ostwaldu. Niepowstrzymane masy wody wdarły się w głąb lądu, nieodwracalnie niszcząc i pochłaniając wszystkie nadmorskie miasta i wioski, wszystkie porty.
WDM, inaczej niż w Imperium, potraktowano wówczas jako słuszną karę za zuchwałą napaść na Amarth oraz wcześniejsze rzezie na Tarneth. Do dziś część Ostwaldczyków wierzy, że nie był to żaden elficki podstęp, tylko interwencja bogów, którzy nie mogli dłużej patrzeć na niegodziwość Dzieci Przedwiecznego. Jednocześnie zdarzenie to pokazało, jak destrukcyjna może być siła magii, o ile więc w Ostwaldzie uznaje się prawo magów do samostanowienia, to jednocześnie uważnie się im przygląda.
WDM kosztowała życie wielu Ludzi — co razem z zabitymi na wojnie dawało zatrważający odsetek poległych mieszkańców księstwa. W ten sposób postawy antywojenne w Ostwaldzie znacznie się umocniły, osłabło natomiast przywiązanie tutejszych obywateli do korony, która tak szafowała ich życiem. Na tym gruncie zaczęły rozwijać się nastroje separatystyczne, które dyskretnie podsycał sam książę.
Tymczasem okazało się, że korona sama ułatwiła mu uzyskanie niezależności. Po śmierci Victorii III, na tron Vanthii wstąpił przedwcześnie jej niedoświadczony, nierozsądny i butny syn, Derrick. Ledwo go ukoronowano, a zażądał złożenia hołdu przez swych dwóch kuzynów sprawujących władzę w Kolonii Vanthijskiej oraz Księstwie Ostwaldzkim. Natychmiast też wydał im rozkaz, by za wszelką cenę szykować drugą inwazję na Amarth. Jednak obaj jego kuzyni odmówili, argumentując, że w tym momencie inwazja na Amarth byłaby w oczywisty sposób skazana na niepowodzenie.
To nie spodobało się młodemu królowi przekonanemu o należnej mu władzy. Za cel postawił więc sobie zmusić obu kuzynów do ukorzenia się i oficjalnego uznania jego zwierzchnictwa. Ostatecznie jednak osiągnął efekt odwrotny od zamierzonego — dwaj kuzyni potajemnie zawarli sojusz i wbrew młodemu królowi ogłosili Ostwald niezależnym księstwem, a Kolonię Vanthijską — Wielkim Imperium Vanthijskim. Najpierw niepodległość ogłosiło Księstwo Ostwaldzkie (w 1 r.n.e). W Imperium z kolei w 2 r.n.e. dotychczasowy naczelnik Kolonii, Thoran z rodu Rion, został ogłoszony Imperatorem i rościł sobie prawa do władzy większej nawet niż królewska.
Derrick zrozumiał wreszcie, że w momencie, gdy najcenniejsze tereny Vanthii znalazły się pod wodą, Vanthia drastycznie straciła na sile i znaczeniu. Kiedy więc sytuacja ustabilizowała się, w 2 r.n.e. Imperium i Ostwald podpisały z Vanthią traktat pokojowy, w którym w zamian za pomoc humanitarną i wsparcie finansowe w odbudowie małego teraz już państewka, wymogły na młodym królu zrzeczenie się tytułu królewskiego i wszelkich roszczeń do tronów Imperium i Ostwaldu. Efektem tego była też wiele znacząca i upokarzająca zmiana nazwy państwa z Wielkiej Vanthii na Małą Vanthię, a także oddanie dotychczasowego vanthijskiego godła Imperium. Imperium i Ostwald zgodziły się z kolei na uznanie Małej Vanthii za księstwo i terytorium neutralne.
Wolny od nacisków korony książę Aeneas osiągnął zatem swój cel, ale miał teraz nowy problem. Na imię mu było: Imperium Vanthijskie. Znając talenty przywódcze i wojskowe Thorana oraz jego wielki apetyt na władzę, obawiał się, że wkrótce Imperium może złamać postanowienia traktatu pokojowego i sięgnąć po ostwaldzką ziemię. Jakież było jego zdziwienie, gdy w niedługim czasie Thoran zapowiedział mu swoją wizytę (miast wezwać go do siebie, jak zrobiłby to zwierzchny władca). Przyjęty z wszelkimi honorami Imperator, podczas poufnego spotkania z księciem, nie tylko serdecznie pochwalił jego rządy, ale też wielokrotnie podkreślił potrzebę autonomii Ostwaldu — połączonej przyjaźnią z Imperium, rzecz jasna — i zobowiązał się nawet umieścić stosowny zapis w swoim Kodeksie, aby kolejne pokolenia Imperatorów traktowały to zobowiązanie z powagą. W zamian chciał m.in. gwarancji, że Imperium będzie miało prawo pierwokupu przeznaczonych na eksport z Ostwaldu surowców i broni oraz — preferencyjne ceny. Nieco oszołomiony książę przystał na to z ochotą, przyjmując w zasadzie wszystkie warunki Thorana. W ten sposób Ostwald stał się ekonomicznym i wojennym sojusznikiem Imperium, z tym zastrzeżeniem, że gdyby doszło do wojny ofensywnej, z Ostwaldu zrekrutowani zostaną jedynie ochotnicy. Zapisy te po dziś dzień znajdują się w Kodeksie Thorana i faktycznie były respektowane przez kolejnych Imperatorów — jako nakaz samego Przedwiecznego przemawiającego ustami założyciela Imperium.
Gdy książę Aeneas nieco ochłonął, zaczął rozumieć, że nie spotkała go wcale ze strony Thorana jakaś wielka łaska, lecz że w gruncie rzeczy władca Imperium uzyskał od Ostwaldu wszystko to, na czym mu zależało, jednocześnie zachowując na kontynencie miejsce, które może być swoistym buforem bezpieczeństwa. Potencjalni buntownicy w obliczu potęgi Imperium prędzej zbiegną do Ostwaldu, niż będą wszczynać zamieszki na ziemiach Thorana — i w ten sposób staną się całkowicie niegroźni. Aeneas słusznie domyślał się także, że poparcie dla Thorana w Imperium jest ogromne i owych buntowników byłoby niewielu. Nie żałował jednak podpisanego porozumienia — miał gorzką świadomość, że i tak żadnym sposobem nie zyskałby dla swego państwa lepszych warunków — pozycja Thorana była zdecydowanie za silna na „prawdziwe” negocjacje.
W okresie po WDM Ostwald skupił się na odrabianiu poniesionych strat i adaptowaniu się do nowych warunków. Wśród istotniejszych zdarzeń z początku ery wyróżnić należy pojawienie się w ostwaldzkich lasach Driad (w 7 r.n.e.). W kolejnych dekadach sytuacja państwa się stabilizowała, jednak Ostwaldowi daleko było do gospodarczego rozkwitu, jakim cieszyło się Imperium. Wynikało to z niedostatku cennych surowców na tych terenach oraz z faktu, że umowy handlowe między Ostwaldem a Imperium były korzystniejsze dla tego drugiego. Mimo to w kraju panował względny spokój, a mieszkańcy cieszyli się swoją niepodległością oraz mądrym w ich przekonaniu przywództwem księcia Aeneasa.
Jednocześnie w kraju, w którym zdecydowanie trudniej niż w Imperium było dorobić się fortuny, zaczęła rozwijać się kultura promująca samodzielność, zaradność, odporność, krzepkość i tężyznę fizyczną, a także akceptację dla warunków życia, które możni z Imperium uznaliby za zgoła ascetyczne. Nawet najzamożniejsi obywatele dumnie obnosili się ze swym hartem ciała i ducha, podkreślając, jak bardzo nie zależy im na wydumanych wygodach i ostentacyjnym bogactwie i jak bardzo dobrze potrafią o siebie (i swych bliskich) zadbać.
W 44 roku, kiedy w Imperium umierał Thoran I, książę Aeneas był już schorowany i zmęczony władzą. Po okresie stosownej żałoby, jakiej wymagała śmierć potężnego kuzyna, książę zrzekł się władzy na rzecz swego najstarszego syna — czterdziestoletniego już wówczas Askanisa. Mniej więcej w tym samym czasie na terenie Ostwaldu pojawiły się Anioły, które przywędrowały z Imperium, wiedzione swą misją. Podczas gdy w Imperium twierdzono, że pośmiertnie sprowadził je do Fallathanu sam Thoran I, w Ostwaldzie nie podzielono tego przekonania — podobnie jak innych mówiących o rzekomej boskości Pierwszego Imperatora. Ostwaldcy kapłani — zgodnie z wyraźną wolą nowego księcia — nie uznali tego jednak za herezję, gdyż byli świadomi, jak wielki gniew Imperium sprowadziłoby to na ich słabe państwo. Zamiast tego przyjęli zmyślną, kompromisową zasadę „Równoważnych Oświeceń”, która stanowiła podwaliny późniejszej tolerancji religijnej. Zasada ta mówiła, iż śmiertelnik nie może całkowicie trafnie ocenić, czy ktoś, kto twierdzi, iż poznał wolę Przedwiecznego, mówi prawdę, myli się czy też świadomie kłamie. W związku z tym należy uszanować wszelkie kulty uznające Przedwiecznego, niezależnie od przyjętej przez nie doktryny — o ile nie stoi ona w rażącej sprzeczności z podstawowymi prawami wiary oraz najważniejszymi prawami państwa. W efekcie kult Przedwiecznego w Ostwaldzie różni się od imperialnego (jest zdecydowanie bliższy pierwotnym założeniom tej religii), jednak nie jest to źródłem konfliktów między tymi państwami.
Książę Askanis umiejętnie kontynuował politykę swojego ojca, której podstawowe założenia realizowały kolejne pokolenia Diesbathów. W roku 102 n.e. podjęto decyzję o podzieleniu kraju na prowincje zwane kantonami. Władzę w każdym z nich sprawowali lennicy księcia. Niestety, w roku 217, po 215 latach stabilnych rządów, ród Diesbahtów wygasł. Dzisiejsi historycy są niemal zgodni co do tego, że stało się to za sprawą spisku, którego celem był zamach stanu. Ostatni z rodu Diesbahów, Friedwig, umarł bowiem nagle i z nieznanych przyczyn w zaledwie kilkanaście tygodni po objęciu przez niego tronu i poślubieniu talkensburdzkiej hrabianki — Corinny z rodu Wallenbergów. Corinna — przywdziawszy stosowną żałobę — ogłosiła, iż jest brzemienna i nosi w sobie dziedzica tronu. W ten sposób, jako księżna regentka, zasiadła na tronie. Krótko później, o wiele za wcześnie zważywszy żałobę, poślubiła swego dalekiego kuzyna z Talkensburga i jednocześnie władcę tamtejszego kantonu — Mattiasa von Sheigera, którego ogłoszono księciem regentem.
Kolejne miesiące były w Ostwaldzie czasem społecznych niepokojów, jednak burza miała dopiero nadejść. Na razie, tak wśród ludu, jak i na salonach szemrało się o podejrzanym zgonie władcy i rychłym zamążpójściu wdowy, która powinna nosić żałobę jeszcze co najmniej trzy kwartały. W dziesiątym miesiącu po śmierci księcia plotki wybuchły ze zdwojoną mocą, wciąż bowiem nie było widać dziedzica. Wówczas miało miejsce kolejne bardzo podejrzane zdarzenie; otóż herold pałacowy ogłosił, że narodził się książęcy potomek płci męskiej, lecz wbrew przyjętej tradycji, dziecko nie zostało okazane poddanym. Księżna również od tygodni nie pojawiała się publicznie. Gdy w jedenastym miesiącu od śmierci księcia Friedwiga wreszcie uroczyście ukazano niemowlę, zadbano o to, by nie było go za bardzo widać, lecz i tak ci, którym udało się przyjrzeć „dziedzicowi”, twierdzili później z mocą, że był on stanowczo za mały, jak na dwumiesięczne dziecko.
Podstępu nie dało się dłużej ukrywać — władcy pozostałych kantonów prędko dowiedzieli się — nie tylko z plotek, lecz także od swych szpiegów — że dziecko księżnej Corriny z pewnością nie pochodzi z rodu Diesbathów, a raczej jest potomkiem jej obecnego męża. Oznaczałoby to, że księżna i książę sprawujący władzę nie mają do tego żadnego większego tytułu niż którykolwiek z pozostałych władców kantonów. Nie minęło nawet kilka miesięcy, a Ostwald pogrążył się w chaosie wojny domowej. W serii krwawych potyczek ścierały się ze sobą drużyny każdego z pretendentów do tronu, a sojusze między nimi zmieniały się jak w kalejdoskopie. Kraj stanął przed widmem ekonomicznej zapaści, rozpadu państwa i zajęcia go przez sąsiadów.
Jednocześnie, trwająca kilkanaście lat wojna, usposobiła bardzo negatywnie lud Ostwaldzki do arystokratów, którzy byli jej przyczyną. W 230 r. w Talkensburgu zawiązał się tajny pakt możnych i bogatszego mieszczaństwa, mający na celu nie tylko pozbawienie wszystkich „pretendentów” prawa do tronu, ale także wprowadzenie rewolucyjnego systemu rządów, w którym to obywatele będą decydować, kto w ich imieniu zarządzać będzie krajem. Pakt ten następnie rozlał się na pozostałe kantony, szybko zdobywając zwolenników. Podczas gdy książęta wykrawiali się na bratobójczej wojnie, możni wraz z przedstawicielami mieszczaństwa na tajnym Zjeździe Talkensburdzkim w 234 r. uchwalili powstanie Federacji. W jej ramach każdy z kantonów uzyskał autonomię, możliwość tworzenia własnych praw oraz utrzymywania własnej armii. Jednocześnie utworzona została Rada Federalna, która sprawowała kontrolę nad relacjami z państwami ościennymi, biła monetę i była rozjemcą między kantonami, będąc ostatnią instancją sporów sądowych. Pierwsze zapisy dawały prawo do głosowania i startowania w wyborach tylko dwóm uprzywilejowanym stanom: możnym i mieszczaństwu. W kilka lat później jednak część możnych, którzy, tak się złożyło, mieli szczególnie wielu poddanych, przeforsowali zmianę dającą czynne prawo wyborcze także obywatelom stanów niższych. W roku 240 na kolejnym zjeździe w Talkensburgu uchwalono pierwszą Konstytucję, która zawierała taki właśnie zapis. Miało to miejsce 30. Rasbera i do dziś rocznicę tych wydarzeń obchodzi się jako jedno z najważniejszych ostwaldzkich świąt.
Walczący ze sobą książęta zostali postawieni przed faktem dokonanym, a nie dysponując już w efekcie wieloletniej wojny wystarczającymi siłami, by zdławić bunt, zaakceptowali nowy ustrój, w zamian za zachowanie istotnych przywilejów (które jednak w kolejnych dekadach zniesiono).
Kolejne wieki upłynęły w Ostwaldzie we względnym spokoju, choć na pewno nie brakowało waśni i konfliktów interesów nie tylko między kantonami, ale i wewnątrz nich. Do dzisiaj jednakże każde dziecko w szkole uczy się, jak ważna jest wolność osobista i autonomia państwa oraz jak niebezpieczne są walki o władzę. Z pewnością przyczynia się to do faktu, że zdecydowana większość obywateli Ostwaldu ceni sobie demokrację mimo jej mankamentów i nie chce widzieć na czele swego państwa żadnych władców i koronowanych głów.
21 Cresaima 1376 stolica kantonu — miasto Talkensburg— zostało zaatakowane przez hordy, które przybyły od strony wsi Doftot oraz Wielkiej Latarni Ostwaldzkiej. Oblężenie skupiło się na dzielnicy Hafenstadt, a wśród potworów znajdowały się stwory o wodnej naturze (jak, chociażby utopce). Pod koniec samych walk pojawił się nawet przerażający, gargantuiczny kraken, który swoimi mackami zniszczył Promenade, budynek lazaretu oraz kilka stacjonujących w porcie statków. Nie udało się go przepędzić, mimo prowadzenia ostrzału z fortów przybrzeżnych oraz okrętów. Atak ustał nagle i niespodziewanie o świcie dnia 25 Cresaima.
Miasto poważnie ucierpiało: zarówno w wyniku oblężenia, jak i działań wewnątrz murów i wewnątrz społeczności — tajemniczy wciąż kult Morskiego Talona, który to zdawał się sięgać swoimi mackami znacznie dalej, niż uważano. To właśnie nie potwory, lecz kultyści byli odpowiedzialni za znaczną część szkód w mieście.
Przede wszystkim, zajęta podczas oblężenia świątynia, która znalazła się pod kontrolą fanatyków, została z rozkazu Egona Hackenholta zrównana z ziemią, co poparli nawet kapłani Talona, uznając stare miejsce za splugawione. Nowe miejsce kultu założono w Vaterlandsroute, w Świętym Gaju Driad, które zgodziły się, aby ten pełnił funkcję sanctum. W ten sposób odcięto się również od skojarzeń bóstwa z morzem, co było istotne dla ludzi, którzy przeżyli oblężenie.
Budynek karczmy, który odgrywał rolę lazaretu, podczas walk zawalił się, a właściciel nie otrzymał od władz miasta zwrotu za straty. Teren został wykupiony jednak później przez kompanię najemników, a budynek odbudowano. Przeznaczono go jednak na Dom Handlowy, a nie tawernę.
Przez kolejny rok miasto musiało borykać się z potrzebą odbudowy wybrzeża oraz północnych murów miejskich Hafenstadt. Władze Talkensburga szczycą się jednakże tym, że podczas ostatnich dni zdarzenia znanego jako Zakłócenie ich miasto doznało niewielu zniszczeń, jeżeli porównać je do stolic takich jak Azeloth czy miasta Lire Don Larathan. Przede wszystkim, lokalni zarządcy oraz Zakon Inkwizycji był dobrze przygotowany na zdarzenia pod koniec Cresaima, nawet jeżeli spodziewano się ataku innego typu i skali.
Głównie ucierpiała dzielnica Hafenstadt, a zniszczenia w innych częściach miasta były punktowe, za co byli odpowiedzialni kultyści. zaatakowano talkensburską Komandorię położoną w Neustadt. Podczas starcia zginęło wielu Zakonnych, zarówno inkwizytorów, jak i służebnych. To właśnie fakt, iż mimo pozornego bycia przygotowanym na atak, główna siedziba organizacji została zniszczona, spowodował, że obywatele Talkensburga zaczęli mniej ufać tej instytucji. Niebagatelne znaczenie miało także to, że przywódcą Kultu Morskiego Talona był ex-inkwizytor, a nadto członek Zakonu próbował zabić lokalnego urzędnika dążącego do powstrzymania fanatyków.
Dzielnice Altstadt oraz Südlicherweg nie zostały zaatakowane, nie licząc małych zamieszek, które uznano za próbę dywersji i odwrócenia uwagi od ważniejszych celów.
Na koniec warto wspomnieć także, że do znaczących ataków doszło również na dzielnicę Schattenvorort, lecz ta została skutecznie obroniona przez rycerstwo Zakonu Miecza Ordin oraz talkensburdzkie wojsko. Ci pierwsi, w ciągu pierwszego roku po oblężeniu, założyli Bastion na północ od dzielnicy portowej. Najpewniej ta część miasta została obrana za cel z racji przylegania do Hafenstadt oraz z powodu braku murów czy innych fortyfikacji obronnych.
Nowe Chatai, podobnie jak każde inne miasto, doświadczyło zagrożeń na nieznaną od czasów Destabilizacji Magicznej skalę. W przypadku największego miasta portowego Ostwaldu nie było to jednak zagrożenie ze strony morza — czego przecież można byłoby się spodziewać. Oceniono jednak, że metropolia była zbyt dobrze chroniona od strony wód, szczególnie w obliczu informacji, jakie spłynęły do nich z kantonu Shreiwaser.
Prawdziwe problemy ujawniły się w kniei Chataiwald, okalającej miasto i będącej domem dla elfów ze szczepu Äifar. Jeden z większych, funkcjonujących tam kręgów guślarskich odsłonił swoje prawdziwe oblicze, okazując się sprzymierzeńcami demonów z domeny Vidroh. Knieja stała się prawdziwym polem bitwy, a tamtejsze Elfy, zwane Äifar stały w pierwszym szeregu, aby nie dopuścić przyzywanych hord do morskiego miasta — co udało im się zrealizować. Najwięcej sukcesów po stronie obrońców miały Ochotnicze Siły Obrony Chataiwaldu, znane jako Waldwölfe, które korzystając z Äifarskiej wprawy w posługiwaniu się bronią strzelecką skutecznie eliminowały przywódców i magów kultu. Najpewniej to dzięki nim wrogie siły nigdy nie dotarły do murów miasta.
Mimo że kilka innych zborów stało po stronie obrońców, w Nowym Chatai znacznie wzrosła nieufność względem magów — nie tylko tych dzikich. To właśnie w 1377 po raz pierwszy pozwolono działać Inkwizycji bardziej swobodnie, albowiem dotychczas dużo czujniej patrzono Zakonowi na ręce. Decyzją doży Caroli Bühler nasilono działania patrolowe oraz kontrolne w dzielnicach Brücken der Acht Götter, jak i Wolkenkratzer. Nie oznaczało to jednak, że społeczne zaufanie do Zakonu wzrosło.
Po stronie kultu ze zboru Die Hexenkongregation — który okazał się zgromadzeniem kultystów — stanęły potwory z domeny Daiju, zwane potocznie Szponem — pozostają one zagrożeniem po dziś dzień, a Waldwölfe regularnie niszczą ich gniazda. Mówi się także o fanatykach związanych z Zakonem Wojny, którzy ponoć walczyli ramię w ramię z potworami.