Przez samych mieszkańców Ostwald często nazywany jest krajem wolności. Za naczelną wartość uważa się tu swobody obywatelskie, w tym prawo do współdecydowania o zapadających w kraju decyzjach dzięki niespotykanemu nigdzie indziej w znanym Fallathanie systemowi, zwanym tutaj demokracją. Ta forma rządów sprawia, że w pozostałych państwach Fallathanu Ostwald przedstawiany jest jako „dziki kraj” będący „pod rządami motłochu”. Większość Ostwaldczyków jednak chwali sobie tę formę ustroju, nie zawracając sobie głowy roztrząsaniem jej wad. Popularne ostwaldzkie powiedzonko brzmi: „Wolnoć waszmości pośród swoich włości” — odzwierciedla ono dość powszechne przekonanie obywateli, że w swoim domu, obejściu czy majątku mogą robić, co im się żywnie podoba.
Widniejący w godle Federacji Ostwaldzkiej czarny niedźwiedź jest symbolem nieposkromionej siły, wytrzymałości i hartu ducha tutejszych mieszkańców, a także nawiązaniem do dzikiego charakteru tutejszych ziem. Nieoficjalnie mówi się też, że gdy Imperium przyjęło wizerunek lwa w godle, Ostwaldczycy uznali za słuszne osadzenie w godle jednego z nielicznych zwierząt, które może być dla lwa niebezpiecznym przeciwnikiem. Gdy rozmowy zejdą na tematy polityczne, powiada się tu często, że „Może i lew jest królem zwierząt, lecz niedźwiedź jest królem puszczy”. Ma to oznaczać, że choć Imperium jest potężne, to Ostwald zdecydowany jest zachować swoją autonomię.
Choć Ostwaldczycy (zwłaszcza ci z północy) wysoko cenią sobie wolność osobistą, lubią mieć we wszystkim własne zdanie i z oddaniem dbają przede wszystkim o swoje interesy, to jednak jednoczy ich wolnościowa idea. Rozumieją, że utrzymanie kraju o tak nietypowym sposobie zarządzania wymaga współpracy. Choć więc w codziennym życiu nie stronią od konfliktów, a nawet bójek, to w sprawach najistotniejszych dla kantonu czy kraju zwykle potrafią mówić jednym głosem.
Północ i południe różni się nieco w sposobie realizowania tych zasad w praktyce. Na północy łatwiej się żyje choćby ze względu na bardziej przystępne tereny oraz dostatek ziem uprawnych. Obszary te są więc bardziej zaludnione. Tutejsi mieszkańcy stawiają na większą autonomię jednostek, ale też i większą ich odpowiedzialność indywidualną. Często powtarza się tu, że „Każdy jest kowalem swego losu” — dla podkreślenia, że to, co w życiu się osiąga, zależy przede wszystkim od osobistych działań i wyborów. Wymówką nie jest tutaj zdaniem wielu nawet pochodzenie z niższych warstw społecznych — gdyż przecież Ostwald oferuje możliwość społecznego awansu do uprzywilejowanych stanów. Istoty, którym się to udało, są stawiane za wzór dzieciom nie tylko w stanach niższych, ale i w mieszczańskim. Jedynie stan najwyższy, czyli możni, patrzą na takich nuworyszy raczej z pobłażaniem i wyższością, a niekiedy — z niechęcią. Tutejsi mieszkańcy zwykle są mniej otwarci na innych, choć w większości nie są wobec nich wrodzy.
Górzyste i mniej urodzajne południe z kolei sprzyjało rozwinięciu się bardziej kolektywnego podejścia. Przetrwanie na tych terenach często wymagało współpracy; w efekcie tutejsi mieszkańcy w większości czują się odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale także za lokalną społeczność. Widzą siebie jako jej część i są zdania, że działanie na jej rzecz jest nie tylko słuszne, ale też leży w ich interesie. Powiada się tu często, że „Sam w górach poradzi sobie tylko kamień”. Tutejsi mieszkańcy zwykle są bardziej zżyci ze sobą, otwarci na innych, ufni i chętni do pomocy czy wymiany przysług.
Ze względu na niewielką ingerencję państwa w codzienne życie, wiele ważnych inicjatyw w Ostwaldzie jest inicjowanych oddolnie — grupy obywateli tworzą i dbają o szkoły, szpitale czy lokalne bezpieczeństwo (bardzo popularne w mniejszych miejscowościach są Straże Sąsiedzkie złożone z ochotników). Organizują się też chętnie w rozmaite gildie i stowarzyszenia, które wpływają aktywnie na życie kraju. Na południu spotkać można także inne przykłady egalitarnej współpracy — warsztaty i manufaktury zwane spółdzielniami, których nie posiada jedna osoba, ale cały pracujący w nich kolektyw — a zyski dzielone są po równo.
Młodzież w wieku lat 16 zaczyna być wprowadzana w świat dorosłych, aby przygotować się do pełnoletności — w stanach niższych i wyższych ma to obecnie coraz bardziej różny charakter. Tu i tu jednak duży nacisk kładzie się na edukację obywatelską i polityczną przyszłych wyborców.
Jednym z nielicznych obligatoryjnych obowiązków egzekwowanych przez państwo (a raczej przez poszczególne kantony) jest podstawowa edukacja. Wszystkie dzieci, niezależnie od rasy i pochodzenia, mają obowiązek w wieku 7 lat stawić się w lokalnej szkółce, gdzie przez dwa lata (trzy dni w tygodniu) poznają podstawy historii, czytania, pisania i rachowania, podstawową wiedzę religijną oraz zasady prawa przyjęte w państwie. Ma to je uformować na świadomych obywateli. W miastach istnieją w tym celu specjalne szkoły, na prowincji szkółki organizowane są albo przez Wójta, albo oddolnie — przez samych mieszkańców.
Ostwaldczyków cechuje raczej pragmatyczne podejście do życia — w większości to ludzie twardo stąpający po ziemi, praktyczni, ale jednocześnie sprytni, obdarzeni (nierzadko osobliwym) poczuciem humoru i dystansem do siebie oraz skorzy do hucznej zabawy. Są także bardzo przywiązani do idei dotrzymania danego słowa, które uważa się wręcz za wiążącą umowę — sprzeniewierzenie się jej zwykle okrywa delikwenta trudną do zneutralizowania niesławą i w ten sposób może bardzo szkodzić interesom.
Tutejsza kultura w dużej mierze wyrasta ze zwyczajów ludowych, ale też z zaadaptowanych do nich elementów kultury szlacheckiej. Niemal od zarania państwa, promuje samodzielność, zaradność, spryt, odporność, krzepkość i tężyznę fizyczną, a także akceptację dla trudnych warunków życia. W przeszłości nawet najzamożniejsi obywatele dumnie obnosili się ze swym hartem ciała i ducha, podkreślając, jak bardzo nie zależy im na wygodach i jak bardzo dobrze potrafią o siebie zadbać. Większość mieszkańców uważa też przesadnie dobre maniery, zbyt wysokie oczekiwania czy wyszukane stroje za pretensjonalne i może wręcz otwarcie się z nich naigrywać. Nawet tutejsi możni starają się więc z tym nie przesadzać i gdy chcą poepatować bogactwem i wyrafinowaniem, spotykają się wyłącznie we własnym gronie lub wybierają w podróż na Małą Vanthię.
Ostwaldczycy lubią dobrze zjeść i dobrze się zabawić, a ich styl bycia jest zwykle znacznie swobodniejszy niż w Imperium.
W przeciwieństwie do innych krajów Fallathanu, barowe i uliczne bójki nie znajdują się tu w obszarze zainteresowania straży — panuje dla nich duże przyzwolenie, a nawet aprobata społeczna (są wyrazem tego, że ktoś wziął sprawy w swoje ręce), stanowią więc wręcz element folkloru. Gapie nierzadko traktują takie zdarzenia jak widowisko i obstawiają zakłady. Przyjęto jednakże zasadę, że bójka nie może prowadzić do śmierci ani trwałego kalectwa — obserwatorzy więc interweniują z reguły, gdy takie ryzyko zaistnieje. Jednocześnie, choć sprowokowanie Ostwaldczyka do bitki jest wyjątkowo proste, to w szerszej skali tradycyjnie przeważają tu postawy antywojenne. Obywatele w większości nie są zainteresowani żadnymi podbojami i jedyna wojna, na którą poszliby z przekonaniem, to wojna obronna.
Religijność w Ostwaldzie ma znacznie mniejsze znaczenie niż w Imperium. Ogólne założenia są podobne — Ludzie zamieszkujący te tereny akceptują istnienie wszystkich Bogów z panteonu Fallathanu znanych jako Dzieci Przedwiecznego, szczególną sympatią darząc Ordin i Talona. Rzadko jednak oddają im cześć tak, jak inne rasy. Wyznają przede wszystkim Przedwiecznego, jednakże nie uznają boskości Imperatorów. W efekcie kult Przedwiecznego w Ostwaldzie istotnie różni się od imperialnego (jest zdecydowanie bliższy pierwotnym założeniom tej religii), jednak nie jest to źródłem konfliktów między tymi państwami. Co oczywiście nie powstrzymuje Imperialnych możnych przed tym, by prywatnie uważali Ostwaldczyków za nieoświeconych prostaczków, a Ostwaldczyków — przed przekonaniem o bufonadzie Imperialnych. Mieszkańcy Ostwaldu w swoim kulcie w większości też nie są tak oddani, jak Imperialni — skupiają się bardziej na sprawach doczesnych niż wiecznych. Są także tolerancyjni wobec innych kultów; nawet tych, które wychodzą poza oficjalny boski kanon — naturalnie tak długo, jak kultyści nie będą wchodzić im w drogę.
Stosunek do magii w Ostwaldzie jest zasadniczo odmienny od zasad panujących w Imperium. Magowie są dość dobrze tolerowani — dopóki nie zostaną uznani za zagrożenie dla lokalnej społeczności — wówczas mogą w środku nocy spodziewać się pod swoją siedzibą tłumu z widłami i pochodniami. Ostwaldczycy lubią brać sprawy w swoje ręce, a jednocześnie niezbyt chętnie współpracują z Inkwizycją, w której widzą po prostu kolejne narzędzie kontroli wolności obywateli. Z tego względu, a także z uwagi na dostatek tajemniczych i odludnych terenów, Ostwald jest chyba najbardziej w Fallathanie gościnnym miejscem dla wszelkiej maści dzikich magów i kultystów. Podobnie uzyskanie tu zgody na utworzenie prywatnego kolegium magicznego jest stosunkowo proste.
Wśród mieszkańców zdecydowanie najliczniejsze są istoty rasy ludzkiej, jednak osiedli tu też przedstawiciele wszystkich innych znanych w Fallathanie ras — głównie potomkowie uciekinierów z Imperium, którym nie udało się przedostać dalej — do bardziej przyjaznego Amarth. Ostwald zaoferował im jednak zniesienie niewolnictwa oraz względny spokój — a więc często znacznie więcej niż Imperium. Mieszkający w Ostwaldzie Ludzie, podobnie jak Imperialni, często mają o sobie wysokie mniemanie. Jednakże, choć również uważają się za „Pierworodnych Przedwiecznego”, to nie ma to większego znaczenia dla ich relacji z innymi rasami. Ostwaldczycy są na swój sposób tolerancyjni — w większości uważają, że nie należy wtrącać się w sprawy innych — i oczekują, by inni też nie wtrącali się w ich interesy. Gdy wchodzą z kimś w spółkę, zwracają uwagę przede wszystkim na to, czy im się to opłaci, a nie na rasę czy pochodzenie społeczne potencjalnego partnera. Jeśli tutejszy elficki kowal będzie miał towar lepszy od ludzkiego, bez wahania zaopatrzą się u Elfa, choć oczywiście, jak zawsze, będą się targować.
Jeśli zapyta się mieszkańca któregoś z innych krajów, z czym kojarzy mu się Ostwald, odpowiedź zabrzmi prawdopodobnie: ze świniami i piwem! Następne w kolejności będą pewnie stroje ludowe i… grzyby. Ostwaldczycy bowiem w większości wprost uwielbiają grzybobrania, a same grzyby są tutaj nie tylko istotnymi składnikami medycznymi czy alchemicznymi, ale także, obok mięsa i chrzanu, cechą charakterystyczną tutejszej kuchni.
Szczegółowy opis kuchni ostwaldzkiej znajduje się w odrębnym Artykule.
Gdy więc tylko nastanie sezon grzybowy (mniej więcej w połowie lata), chętnie chodzi się zbierać grzyby, by później chwalić się zbiorem sąsiadom lub też pół żartem, pół serio licytować się, kto znalazł więcej i ciekawsze okazy. Emocji przy tymczasem więcej niż po polowaniu! Jeśli ktoś zebrał wyjątkowo dużo, dzieli się z sąsiadami. Jednocześnie zazdrośnie strzeże się swoich najlepszych „miejsc” — wiedza na ich temat jest przekazywana tylko w rodzinach — z pokolenia na pokolenie. W Ostwaldzie już nawet kilkuletnie dzieci potrafią zbierać grzyby i odróżniać jadalne od niejadalnych. Przypadki zatruć zdarzają się rzadko, w wielu domach jednak na wszelki wypadek trzyma się specjalne antidota. Ostwaldczycy umiejętnie też łączą swe dwie pasje: grzyby i świnie — gdyż to właśnie tutaj najliczniej w znanym Fallathanie występują trufle — wyjątkowo rzadkie, smaczne i cenne grzyby, których nie sposób szukać bez przeszkolonej świni, gdyż w całości rosną one pod ziemią. W wielu gospodarstwach regularnie trzyma się świnię szkoloną do szukania trufli i jest ona w zasadzie nietykalna, gdyż zysk z tych grzybów zdecydowanie przewyższa wartość świńskiego mięsa.
Tutejsza architektura i wyposażenie wnętrz odzwierciedla charakter Ostwaldczyków — na pierwszy plan wybija się pragmatyzm i funkcjonalność, widoczne są też jednak nawiązania do kultury ludowej mające postać umieszczonych na dachach i elewacjach charakterystycznych, lecz dyskretnych zdobień o florystycznych kształtach, wykonanych z drewna lub gipsu. Spośród wszystkich mieszkańców znanego Fallathanu, to właśnie Ostwaldczycy są najbardziej przywiązani do starych budowli, nazywając je „zabytkami”. W miastach i mniejszych miejscowościach dba się o to, by zachować w dobrym stanie przynajmniej część historycznej zabudowy — doskonałym tego przykładem jest Talkensburg czy też Briemsiedel (w którym często można poczuć się tak, jakby czas się tam zatrzymał). Obecnie najpopularniejszy (od ok. 200 lat) jest tutaj tzw. nowy styl ostwaldzki. Wznoszone zgodnie z nim budowle mają podobne proporcje jak zabudowa historyczna, jednak cechują się znacznie wyższymi kondygnacjami, większymi oknami, bardziej funkcjonalnym układem pomieszczeń oraz bardziej oszczędnymi zdobieniami. Bywają okazałe, lecz nie tak monumentalne, jak budynki w stylu imperialnym. Zdobienia również mają florystyczny charakter, jednak są jednocześnie mniej naturalistyczne, a bardziej symboliczne. Głównym budulcem w miastach i wsiach jest kamień, cegły i drewno. Mimo iż budynki często różnią się proporcjami tych materiałów, mieszkańcy starają się zachować architektoniczny ład — zwłaszcza w miastach budowle mają dobre proporcje i korespondują ze sobą. Charakterystyczne dla Ostwaldczyków jest malowanie drzwi wejściowych na rozmaite kolory oraz wyraźnie eksponowanie nazw domów na specjalnych, ozdobnych tabliczkach, które niekiedy są wręcz dziełami sztuki. Stosunkowo nieliczni turyści odwiedzający Ostwald często zamawiają sobie takie tablice — lub ich znacznie tańsze miniaturki — jako pamiątki z podróży.
Naturalistyczna jest także w większości tutejsza sztuka. Największym wzięciem cieszą się tu miłe dla oka martwe natury, portrety i pejzaże — jak na przykład knur na truflowisku. Tradycyjni malarze stronią jednak od portretowania brzydoty — ten rodzaj naturalizmu zarezerwowany jest dla bardziej awangardowych twórców, którzy tworzą obecnie nurt zwany weryzmem. Miast upiększać rzeczywistość, nadając jej aurę sielanki, wprowadza od większe zainteresowanie współczesnymi problemami społecznymi, życiem wsi i biedoty miejskiej, a nawet krytykuje niezgodne z duchem wolności i demokracji stosunki społeczne. Nurt ten ma korzenie w południowym Ostwaldzie, jednak nieliczni jego przedstawiciele pojawili się też na północy. Posiadanie takiego obrazu nad kominkiem jest wyraźną formą pewnej deklaracji światopoglądowej — jest to jednak rzadkość.
Typowe ostwaldzkie stroje, nawet wśród mieszczan, zachowują w mniejszym lub większym stopniu ludowy charakter, nawiązując do historycznych krojów. Noszenie gorsetów nie jest tu w dobrym tonie, lecz mimo to wielu możnych czy mieszczan je nosi — tyle że tak, by nie było to oczywiste dla obserwatora. Podobnie jak w Imperium w modzie (strojach, fryzurach, makijażu) stawia się na „naturalność”, tyle że tutaj wzorcem są raczej krzepcy, wiejscy chłopcy i dziewczęta. Niestety jednak od kilku dekad obserwuje się, jak najwyższe warstwy społeczne coraz bardziej odchodzą od tych tradycji. O ile podczas publicznych wystąpień starają się do nich stosować (zwłaszcza gdy kandydują na jakiś urząd), to we własnych kręgach — podczas balów czy salonowych spotkań preferują bardziej ich zdaniem eleganckie stroje sprowadzone z Małej Vanthii. Podobnie jest z kulturą wyższych sfer — we własnym gronie prezentują one maniery podpatrzone podczas podróży na Małą Vanthię, publicznie zaś hołdują tradycyjnemu, Ostwaldzkiemu dobremu wychowaniu.
Kalendarz świąt obchodzonych w Ostwaldzie związany jest głównie z tradycjami ludowymi. Większość z nich jest wspólna dla Ostwaldu i Imperium, jednak różni się sposobem ich obchodzenia. Świętuje się tu przede wszystkim: