
Ideologicznie plasuje się w miejscu trudnym do jednoznacznego sklasyfikowania. Otwarcie nie popiera separatystów, choć w prywatnych rozmowach nie ukrywa, że zjednoczenie wszystkich księstw i prowincji w jedno Amarth było ideą zbyt ambitną i zbyt kosztowną. "Po tylu wiekach nie cofniemy się już", zwykł mawiać z gorzkim uśmiechem, często dodając później, że najważniejsze, by najwięcej w Radzie mieli do powiedzenia ci, których dotyczy najwięcej — mając na myśli oczywiście to, że głos Izanthry winien być decydujący w sporach.
Z dużym niepokojem przygląda się rozrostowi dzielnicy Obręczy, która jego zdaniem wymknęła się spod jakiejkolwiek sensownej kontroli, rozlewając się zbyt szybko i zbyt chaotycznie. Z nieskrywaną niechęcią mówi o wolności zakładania niezależnych kolegiów magicznych, w których jego zdaniem, brak elementarnego nadzoru i odpowiedzialności. Sam, choć nie jest otwartym przeciwnikiem magii, uważa, że czasy wymagają surowszego podejścia: większych kompetencji dla Inkwizycji, ograniczenia samowoli i powrotu do silniejszego nadzoru nad każdym, kto włada wibracją.
Jest zwolennikiem powolnych zmian i drobiazgowej analizy, przynajmniej wtedy, kiedy coś mu nie odpowiada. Dla młodszych członków Rady bywa frustracją — zadaje pytania, na które nikt nie chce odpowiadać, często te same po kilka razy; domaga się poprawek do poprawek, bywa, że próbuje w ten sposób przepchnąć swoje pomysły, na które wcześniej się nie zgadzano — możliwe, że właśnie dlatego nie ufa dokumentom bez pieczęci i rozmowom bez świadków. W jego obecności trzeba być cierpliwym, skrupulatnym i gotowym na powtarzanie przynajmniej raz jeszcze tego, co zostało już wielokrotnie powiedziane.