
Rodzina de Virellon uchodzi za jedną z najpotężniejszych dynastii w całym Amarth. Ich wpływy, sięgające jeszcze czasów przed Zjednoczeniem, wykraczają daleko poza same mury Asylum. Serène, jako seniorka rodu, stanowi nie tylko głos rodziny, lecz także ostatnią instancję w wielu sprawach dotyczących prawa, tradycji oraz praktyk magicznych. Jej konserwatywne podejście do zarządzania miastem i krajem przeszło już do legend — jeśli jakiekolwiek zmiany są konieczne, to tylko takie, które przeszły przez dziesiątki analiz, konsultacji, debat i — najlepiej — nie miały alternatywy.
W sprawach Zewnętrznego Miasta pozostaje chłodna. W jej oczach to przestrzeń chaotyczna, nieustannie puchnąca i niepokojąca, która wymyka się spod kontroli struktur wypracowywanych przez wieki. Choć nie mówi o tym otwarcie, wielu podejrzewa, że w idealnym świecie Virellon najchętniej otoczyłaby Wewnętrzne Miasto jeszcze wyższym murem i pozwoliła reszcie gnić we własnym sosie.
Często można ją spotkać na salonach Przedsionku Nieba. Wielką wagę przykłada do prezencji i statusu społecznego, zdarzało jej się wielokrotnie traktować oschle osoby, które według niej nie są odpowiedniego urodzenia. Jest stanowczą przeciwniczką ludzi, uważa, że rozpowszechnienie się tej rasy w Asylum było błędem, którego aktualnie nie da się już naprawić. Choć publicznie bierze udział we wszystkich świętach pod patronatem Athiel, prywatnie czci głównie Diogena. Niezwykle trudno jest ją poznać, jeszcze trudniej wyprowadzić z roli przykładnej damy, krążą jednak legendy, że kiedyś upiła się o jednym za wiele kieliszkiem lodowego wina i orzekła, że misja Bogini Przeznaczenia dla elfów była błędem, a ludzi nie da się niczego nauczyć, nawet dobrych manier.