Garielburg
Całkowita liczba mieszkańców
216 000 ludności
Przekrój społeczny
Przekrój rasowy

Najstarsze miasto dzisiejszego Imperium Vanthijskiego, założone jako osada już w 33 r. EK przez samego Thorana I Świętego z rodu Rion, nazwana tak na cześć dziadka władcy, Gariela. Stolica Księstwa Vilerii, południowo-wschodniej prowincji kraju, a dla samych Garielburczyków — „prawdziwa” stolica państwa. Zamieszkana głównie przez Ludzi, choć jest również pierwszą ojczyzną Wampirów. Słynie z lokalnej architektury, proostwaldzkich sympatii, wyrobów koronkarskich, własnego dialektu (garielich) oraz niechęci do mieszkańców Azeloth. Jest drugim, po Anthal, najważniejszym portem Imperium.
Struktura władzy w Garielburgu nie odbiega znacząco od standardów Imperium. Różnice wynikają z tradycji i silnego poczucia lokalności. Najwyższą władzę, z nadania księcia, pełni burmistrz, tak jak w innych imperialnych miastach. Podlega mu jednak nie tylko rada miejska, ale również magistrat, który jest odrębnym ciałem zarządzającym, ukształtowanym w czasach ekspansji Garielburga na nowe terytoria — dzisiejsze dzielnice. Członkowie magistratu zwani są Klucznikami — od posiadania kluczy do bram miasta, a czasami Ósemką — od ich niezmiennej liczby.
Aż do zniesienia przez Imperatorkę Verais Rion de Battenhoff Wielkiego Przywileju, w II r. EO, wybierany był co cztery lata w powszechnych wyborach. Wyborcami mogli być wszyscy pełnoletni obywatele miasta, niewyjęci spod prawa i płacący minimum jeden z głównych podatków: pogłówne lub podymne. Aktualnie stanowisko to nadaje książę, a nieoficjalnie — sama władczyni. Nikt nie przejmie ratusza bez jej aprobaty.
Obecnym burmistrzem, po monarszej reformie, jest Joseph Saarbrücken, konserwatywny rojalista. Zastąpił na tym stanowisku długoletniego włodarza miasta, Edmunda Vignacourta, orędownika śmiałych zmian na wzór ostwaldzki. Saarbrücken żywi wprawdzie sympatię do Ostwaldu, ale już nie do jego ustroju, w którym widzi zagrożenie dla ancien régime’u i dobrych obyczajów. Bezwzględnie zwalcza opozycyjne frakcje demokratyczne.
Magistrat pełni funkcję doradczą, wykonawczą i opiniującą. Składa się z ośmiu tzw. Kluczników. Nazwa funkcji upamiętnia rozwój Garielburga; włodarze ziem obejmowanych murem otrzymywali klucze do bram miejskich. Ceremoniał utrzymał się do dziś. Jeden Klucznik odpowiada za jedną z ośmiu dzielnic i jeden ważny aspekt życia publicznego. O składzie Magistratu w teorii decyduje burmistrz. W praktyce, na przyznanie urzędu ma wpływ zakulisowa gra miejskich koterii, lokalnych stronnictw politycznych i rodów. Bywa, że osobiście miesza się w nią książę albo i sama monarchini.
Organ doradczy i wspierający. Składa się z szesnastu rajców, wybieranych na czteroletnią kadencję. Ośmiu powołuje sam burmistrz, ośmiu wyłania lud w powszechnych wyborach. Prawo głosu przysługuje pełnoletnim mieszkańcom z obywatelstwem miasta, niewyjętym spod prawa i płacącym przynajmniej jeden z głównych podatków: pogłówne lub podymne. Kandydaci z kolei muszą jeszcze uzyskać referencje od trzech ważnych osób w mieście. Rada skupia się głównie na bieżących problemach, przyjmuje skargi i wnioski od mieszkańców, wypełnia obowiązki zlecone przez burmistrza. Zgłasza oraz przygotowuje propozycje uchwał. Gotowe przedkłada burmistrzowi, a ten decyduje o ich wejściu w życie.
Zwyczajem wywodzącym się jeszcze z Ery Krwi jest miejski Wiec Ludowy: coroczne spotkanie władz z obywatelami, odbywające się „pod chmurką”, najczęściej latem, z uwagi na ładną pogodę. Burmistrz, Klucznicy i rajcy wychodzą wtedy do mieszkańców, by posłuchać o ich codziennych troskach. Zazwyczaj towarzyszy im również Justycjariusz (sędzia miejski), który rozsądza spory i wydaje wyroki. Ma także prawo uniewinnić jednego skazańca, wskazanego przez tłum spośród trzech nazwisk, wyłonionych drogą tajnego głosowania. Kartkę z imieniem więźnia może wrzucić każdy uczestnik wiecu, głosując tylko jeden raz. Prawo łaski nie dotyczy sprawców najcięższych zbrodni i schwytanych przez Inkwizycję. Nad przebiegiem wyborów czuwa straż miejska. Głosy liczy sekretarz: zaprzysiężony skryba, który pod karą śmierci zobowiązuje się do uczciwości. W zgromadzeniu może brać czynny udział każdy pełnoletni, niekarany mieszkaniec, płacący przynajmniej jeden z dwóch podatków: pogłówne lub podymne. Uprawnionym zwykle towarzyszy grono obserwatorów: dzieci, młodzieży, służby i przyjezdnych. Miejsce wiecu — najczęściej Plac Jutrzenki — zostaje odświętnie przystrojone. Z towarem rozstawiają się kupcy, pojawiają się uliczni artyści, w tym komicy i karykaturzyści, którym pozwala się na ostrzejszą niż zwykle satyrę. Dla turystów to rzadka i barwna atrakcja, dla mieszkańców — ważne, rodzinne święto.
Powstanie Garielburga datuje się na 33 r. EK, co czyni go najstarszym ośrodkiem osadnictwa w Imperium Vanthijskim. Prawa miejskie uzyskał w 2 r. EP. Założył go sam Thoran I Święty, jako niewielką wieś, nazywając na cześć dziadka, Gariela. Osada przekształciła się w prymitywny gród, chroniony palisadą, później w miasteczko, a wreszcie — w stolicę Księstwa Vilerii, drugi najważniejszy port kraju i perłę wschodniego Tarneth. Jest ważnym punktem handlu regionalnego i dalekomorskiego, stanowi też atrakcję turystyczną oraz cel pielgrzymek: to właśnie tutaj, na Starym Mieście, znajduje się Pierwsza Świątynia — najstarsze imperialne centrum kultu Przedwiecznego.
Miasto leży w dorzeczu Havery, nad Jeziorem Trauben, na częściowo utwardzonym terenie dawnych mokradeł. Składa się z ośmiu dzielnic: historycznej La Cité — starego Garielburga — zajmującej niewielką wysoczyznę, oraz otaczających ją siedmiu młodszych dystryktów, ukształtowanych później. Na mapie przyjmuje kształt nieregularnego dzwonu, co dla mieszkańców jest oznaką bożej łaski — w mieście działa najsłynniejsza ludwisarnia Imperium, szczycąca się dostarczaniem dzwonów na cały świat. Stąd dzwonek (campanula) jako symbol regionu. Garielburg skupia lwią część osadnictwa Vilerii: miejskie wzorce i mody są reprezentatywne dla całej prowincji.
Miejscowością po reformie monarszej z 2 r. EO zarządza burmistrz, Joseph Saarbrücken, polityk bardzo konserwatywny, co jest korzystną dla korony cechą wobec narastających trendów demokratycznych, pochodzących z Ostwaldu. W przeciwieństwie do większości rodaków, wielu Vileryjczyków lubi i szanuje wschodniego sąsiada. Garielburg i Talkensburg prowadzą intensywną wymianę handlową, popularne są małżeństwa imperialno-ostwaldzkie, a niektórzy wprost postulują oddanie większej władzy ludowi. Były włodarz miasta, Edmund Vignacourt, wciąż cieszy się uznaniem pewnej części pospólstwa, jako zwolennik śmiałych zmian społecznych. Skądinąd, żadna istotna zmiana nie obejdzie się bez poparcia rodów, zasiedziałych w mieście od lat, a nawet stuleci. Takich nazwisk, jak Ammann, Gross czy Lichtenberg nie sposób zignorować. Mawia się, że płynie w nich wampirza krew, obecna ponoć w żyłach większości socjety. Póki co, jedynie ród Gross przyznał się publicznie do pokrewieństwa z „dziećmi nocy”. Mieszkańcy mają do nich różne nastawienie: od podziwu i fascynacji, przez niewiarę w istnienie rasy, aż po zabobonny strach. Krwiopijcy występują w lokalnych legendach, są przedmiotem satyry, a także popularnym motywem rękodzieła, głównie turystycznych pamiątek. Ciekawość podszytą grozą budzą ruiny zamku na północ od miasta, rzekomo siedziba uśpionego Primævy. Roznoszeniu sensacji sprzyja prasa, która ma pewien wpływ na opinię publiczną. W mieście działają dwie lokalne gazety: plebejski „Głos Garielburga”, uważany przez wielu za brukowiec, oraz ambitniejsza „Gazeta Imperialna”, donosząca o wieściach z kraju i ze świata. Ponadto, dwór książęcy wydaje cokwartalny biuletyn: „Monitor Dworski”, informujący o nowych prawach i podatkach, nadaniu szlachectwa, ważnych wizytach zagranicznych czy awansach na dworze. W nim też książęcy pałac ogłasza rozpoczęcie sezonu.

W polu dzielonym w pas: lazurowym, czerwonym, turkusowym rycerz w zbroi srebrnej, aureoli złotej, z mieczem w prawej a kiścią winogron w lewej ręce. W klejnocie godło, labry turkusowe, podbite złotem.
Godło miasta przedstawia założyciela miasta, Thorana I Świętego, jako uświęconego rycerza boskiego pochodzenia. Kiść winogron nawiązuje do tradycji winiarskich oraz obfitości. Lazur w górnym pasie symbolizuje czyste niebo, oznakę łaski Przedwiecznego, a także szlachetne pochodzenie ludzi — pierwszych dzieci Praojca. Czerwony pas ma barwę zarówno wina, jak i krwi, przelanej w walce za ojczyznę. Odcień zbliża się do burgunda i wyraźnie różni od szkarłatu Azeloth, co Garielburczycy sami podkreślają. Dolny, turkusowy pas oddaje hołd rzekom i morzu, których obecność zawsze sprzyjała osadnictwu.
Straż miejska nosi barwy ciemnoczerwono-błękitne, a przybrzeżna jeszcze jasnobłękitną chustę — stąd nazwa: „Straż Lazurowa”. Straż grodową wyróżnia oryginalny strój w trójkolorowe pasy; z fioletową szarfą. Kolory te zazwyczaj łączy się ze złotem, obecnym w lamowaniu szat, wstęg i sztandarów.
Podział administracyjny obejmuje osiem dzielnic. Podmurze — obozowisko podmiejskie — nie zalicza się jako jedna z nich. Ratuszowi podlegają też garbarnie i farbiarnie, tradycyjnie lokowane poza murami miasta.
Najstarsza część Garielburga, przekształcona z osady w gród, a po ekspansji miasta — w najważniejszą dzielnicę. Oficjalnie nazywana „Cité”, potocznie zaś „Preclem” — od kształtu tego ciastka, który tworzy na mapie razem z Trzema Alejami: Imperialną, Zjednoczenia oraz Vileryjską — głównymi arteriami. Okalające ją wewnętrzne Stare Mury to zewnętrzne, historyczne mury dawnego Garielburga, które przetrwały do dziś. Znajdują się tu siedziby władz miejskich i mistrzów cechowych oraz najważniejsze urzędy. W północno-wschodnim rogu, blisko Bramy Mącznej, mieści się zamek księcia Elberta Wesserasa, zwierzchnika prowincji. Starą konstrukcję z X wieku EP, złożoną z ośmiu wież, rozbudowano, poszerzając o wapienne bloki. Zachowały się cztery kamienne wieże z lżejszą, szkieletową kondygnacją wieńczącą, nadającą im „piernikowy” wygląd. Zwykli obywatele raczej nie mieszkają „na Preclu”; czynsze są zbyt wysokie, ceny usług i towarów — słone, a dodatkowo płaci się jeszcze „pozłotne” — podatek od gruntu, przeznaczony na utrzymanie cennej infrastruktury, ulic i zabytków, w tym najstarszej w Imperium świątyni Przedwiecznego — Pierwszej Świątyni. Jej pełna nazwa brzmi: „Pierwszy Dom Ojca na Ziemi”. Wybudowana już w I r. EP, ceglana rotunda powstała na zrębach jeszcze starszego chramu z Ery Krwi, ufundowanego ponoć przez samego Thorana. Mieści się u zbiegu Trzech Alej, na Placu Świątynnym, otoczona kwietnymi rabatami. Jest wizytówką miasta i celem pielgrzymów z całego kontynentu.
To właśnie tutaj, na starówce, najczęściej występują typowe, garielburskie budynki o konstrukcji ryglowej: z odsłoniętym, ozdobnym szkieletem drewnianym, wypełnionym zaprawą glinianą bądź kosznicą (szachulec) lub cegłą (mur ostwaldzki) — im trwalszy budulec, tym z reguły bogatszy był właściciel. Charakterystyczny, kratkowany wzór fasad tworzą bielone, otynkowane ściany i przyciemniane — zwykle dziegciem — belki. Zdarzają się też elewacje w kolorze. Główne akcenty barwne to zazwyczaj drzwi i okiennice. Większość budynków tonie w kwiatach. Szanujący się Garielburczyk stawia na parapecie przynajmniej jedną skrzynkę z dzwonkami, różami, nasturcjami, tulipanami, begoniami, szałwią albo lobelią. Smukłą bryłę wieńczy stromy, spadzisty dach. Sam typ budowli pochodzi z Ostwaldu, gdzie znany jest jako fachwerk. Urokliwe, finezyjne detale nadają mu jednak rys typowo imperialny.
Gwarna, strategiczna dzielnica portowa na prawym brzegu Hawery. Południem sięga Przedsionka, a na północy łączy się z Dworzyszczami, poprzez Most Zębaty. Zamieszkana głównie przez marynarzy, dokerów, rybaków, komiwojażerów i spekulantów oraz nierządnice portowe, nazywane „mewkami”. Dobrze ma się tu handel, zazwyczaj mniej legalny i zorganizowany, niż na Placu Jutrzenki — głównym targowisku w mieście — a także gastronomia. Na posiłek zapraszają tawerny, ale i miejscowi, którzy wystawiają przed domy stoiska z jedzeniem. Od handlarzy wędrownych można kupić natejskie owoce wprost z transportu, a od rybaków — ryby ze świeżego połowu. Przenośne smażalnie to czasami zaledwie patelnie lub kamienie do upieczenia mięsa. Biedni szukają skarbów wyrzuconych przez morze bądź zgubionych podczas załadunku. Do portu, leżącego poniżej wschodnich murów, mogą wpływać nawet jednostki pełnomorskie: a to dzięki głębokości i szerokości rzeki. Wewnętrzny kanał z rzeką łączy Śluza Wschodnia, „bliźniaczka” Śluzy Zachodniej po drugiej stronie miasta.
Opis Pierwszej Świątyni znajdziesz w osobnym artykule. (w budowie)
Opis Trzech Alej znajdziesz w osobnym artykule. (w budowie)

Najmłodsza, intrygująca, owiana niejednoznaczną sławą „dzielnica Wampirów”, od mieszkańców nazywana też „Kłami”.
Na długo przed włączeniem do miasta, dystrykt ten był siedzibą vileryjskich możnych, w tym rzeczywiście wampirzych Nobilis. Rzut kamieniem od murów znajdują się ruiny starego zamczyska o niejasnej historii, należącego według różnych źródeł do jednego z trzech rodów: Altmannów, Grossów albo Lichtenbergów, z czego tylko ten drugi oficjalnie ujawnił swoich wampirzych członków. Według lokalnych legend, głęboko pod gruzami, w jeszcze głębszych podziemiach zamku spoczywa potężny Primæva, pogrążony w letargu. Ma przebudzić się w dniu upadku Garielburga i — zależnie od wersji opowieści — zgładzić miasto lub ocalić je przed wyjątkową grozą. Utrzymanie przy życiu zapewnia mu ponoć mu krew niewinnej młodzieży, znikającej w pobliżu gruzów. Jak dotąd, nawet podczas Końca Ery, żaden praprzodek krwiopijców nie powstał z trumny, co nie przeszkadza zwolennikom historii nadal wierzyć w jej treść. Rodzice zabraniają pociechom wycieczek do ruin, dzieci zaś tym bardziej lubią się tam zapuszczać, choć od nowego wieku zdecydowanie rzadziej.
Legendom i plotkom sprzyja atmosfera dzielnicy. Mgła znad rzeki skrywa budowle o najróżniejszych, czasem dziwacznych kształtach. Obszerne wille zwykle osłania parkan czy też bujny żywopłot. Bluszcz pnie się po ścianach, a story szczelnie zasłaniają okna. Wszystko to podsyca historie o „wampirzych sekretach” lokatorów. Rzeczywistość jest bardziej prozaiczna: większość posiadłości stoi opuszczonych. Zawłaszczyła je roślinność i zdziczałe zwierzęta; ród wygasł, spadkobiercy albo się nie znaleźli, albo spuścizna ich nie interesowała. Budynki przejęło miasto. Podczas Końca Ery umieszczano w nich uchodźców z osad. Większość później wyproszono: wynajęli mieszkania w Gnieździe bądź wrócili na wieś, dalej uprawiać ziemię. Małoletnich przyjęły sierocińce. Niestety, wiele osób przemytnicy z półświatka przeszmuglowali w niewolę. Zaniedbane Dworzyszcza są też atrakcyjnym schronieniem dla kultystów. Z dnia na dzień stają się coraz bardziej niebezpiecznym miejscem.
Największa i najludniejsza, centralna dzielnica Garielburga. Ukształtowała się spontanicznie, w miarę wzrostu liczby ludności i związanego z nim rozrostu pierwotnego miasta — obecnie starówki. Jest to dystrykt mieszkalny i handlowy o zróżnicowanej populacji, w której obok notabli żyją zwykli zjadacze chleba. Prestiż wyznaczają poszczególne kwartały, osiedla, ulice, a nawet budynki i numery mieszkań. Najcenniejsze i najbardziej luksusowe parcele leżą blisko Precla, Przyjezierza — dzielnicy willowej — i Kęsa — dzielnicy militarnej, gdzie jest najbezpieczniej. Najgorsze standardy panują przy granicy z Rojstem — siedzibą miejscowego półświatka. Środkowe Gniazdo to enklawa kupców i rzemieślników. Jej sercem jest Plac Jutrzenki: główne targowisko w mieście, opasane pierścieniem kamienic z różnych epok. Ostwaldzki szachulec sąsiaduje tutaj z okopconą cegłą i wapiennym stiukiem; proste, drewniane okna — z loggiami i wykuszami ozdobionymi fryzem. W suterenach i na parterze mieszczą się warsztaty, sklepy biura i punkty usługowe, na piętrach — mieszkania. Miejscowe cukiernie (pâtisseries) oferują słodkości znane na całym świecie: precle, maślane i korzenne bredele, pierniki i manalas spożywane na Gwiazdkę. Tradycją niemal świętą wśród kupców i wytwórców jest podejmowanie klienta lampką wina, narodowego trunku wszystkich Vileryjczyków. Według wielu mieszkańców, a także turystów, zakupy robi się tu przyjemniej niż w snobistycznym Cité. Na północy, blisko Dorzecza, mieści się jeden z dwóch obelisków teleportacyjnych: tańszy, dla pospólstwa. Zgłodniałych w swoje gościnne progi zaprasza „Jutrzenka” — popularna, przystępna cenowo gospoda, prowadzona przez starsze, lubiane małżeństwo: Helenę i Jana Friedlów.
Im dalej od Placu Jutrzenki, tym luźniejsza i niższa zabudowa. Bliżej Przyjezierza kamienice ustępują miejsca obszernym posiadłościom, zaś w sąsiedztwie portu — wielorodzinnym domom robotniczym, zamieszkiwanym głównie przez dokerów, farbiarzy, garbarzy i foluszników. Na południowym brzegu dystryktu, przy ulicy Jeziornej, znajduje się Ludowy Szpital Miejski, ufundowany dzięki aukcji charytatywnej. Jego drugiego skrzydła, dla dzieci, wciąż nie ukończono; prace opóźnił Koniec Ery. Koło Bramy Mącznej mieści się „Antonina”: ponad stuletnia manufaktura luksusowej koronki, zwanej vileryjską — słynnej na całym świecie.
Garielburskie slumsy; enklawa biedoty, włóczęgów, najsłabszych partaczy i migrantów, sąsiadująca bezpośrednio z tzw. Podmurzem: samorodnym obozowiskiem niewpuszczonych za mury. Mieści się na południowo-zachodnim krańcu miasta, a prowadzi do niego Brama Rzeczna. Północnym końcem graniczy z Rojstem, który właściwie rządzi Przedsionkiem, do spółki z przekupną strażą miejską, dość często nadużywającą władzy.
W dzielnicy tej spory posłuch znajdują republikanie — zwolennicy „rządów ludu” — oraz wolnościowcy: najbardziej radykalne skrzydło republikanów, które z czasem przeszło w osobne stronnictwo. Mimo usilnych starań władz, wciąż nie udało się ich wytępić. Organizują się w nielegalne kluby i spotykają w cichych spelunkach, utajnionych piwnicach albo pustostanach.

Dzielnica willowa. Zamieszkana przez członków rodu książęcego, dworzan, starą arystokrację, patrycjat i bogaczy. Ma własny, droższy obelisk teleportacyjny. Południową granicą sięga Jeziora Trauben. Linia wybrzeża nie jest obwarowana. Malownicze plaże, zwane Sables Nacrés (Perłowe Piaski) przyciągają turystów, a obfitość morskiej fauny — rybaków i poławiaczy pereł. Miejscowa przystań obsługuje jachty, kutry i łódki. Stanowi ważny punkt handlu kolonialnego. Większość gruntu została sztucznie utwardzona: tylko w pobliżu Gniazda teren jest naturalny. Całą resztę stanowią poldery. Mieszczące się na nich domy podcieniowe stanowią wizytówkę całej okolicy. To najstarszy typ tutejszej zabudowy. Obok niego coraz częściej pojawiają się wille, dworki i pałacyki w stylach zapożyczonych z całego Fallathanu. Ich wspólną cechą jest solidny fundament: najczęściej na palach lub ścianach szczelinowych. Miejscową chlubę i atrakcję stanowi Oranżeria: imponujący ogród zimowy złożony z czterech pawilonów, całych ze szkła, krytych przezroczystą kopułą. Uprawia się tu słynne Drzewka Imperatorowej oraz hoduje egzotyczne ptactwo, w tym rzadkie odmiany papug. Utrzymanie dobrostanu roślin wspierają magowie, pod okiem Mistrzyni Gievry, darzonej powszechnym szacunkiem.
Formalnej nazwy: Tourbières, czyli „Trzęsawiska”, używają głównie urzędnicy. Nie wiadomo, kto pierwszy mianował Rojst Rojstem, ale tak mieszkańcy zwą ten dystrykt na co dzień.
Dzielnicę wydzielono z Przedsionka, aby móc lepiej kontrolować element przestępczy, który upodobał sobie ten zabagniony skrawek dawnych mokradeł. Nieduża, ale głęboka niecka, ponoć stare jezioro, nie jest wybrukowana, miejscami brak nawet kładek z desek. Regularnie ulega podtopieniom. Ulice, zazwyczaj wąskie i zaśmiecone, istnieją bardziej w świadomości mieszkańców, a nie na planie miasta. Bez oznaczeń, bez numeracji domów, pozbawione latarń — wiodą na manowce każdego, kto nie stał się „swój”. O drogę trzeba pytać miejscowych. Głębiej nie wejdzie się, będąc obcym i zbyt dobrze ubranym. Rojstem rządzi półświatek, z nieoficjalnym sercem na ulicy Grząskiej, gdzie trzeba płacić „myto”, aby w ogóle iść dalej. Zapadnięte, stare domy, chałupy i klitki ze śmieci tworzą istny labirynt, w które straż miejska nie bardzo lubi się zapuszczać. Kłącza Rojstu leżą głęboko, chwast ciągle odrasta. Niektórzy sądzą, że ta połowiczna skuteczność jest celowa; władza pozoruje działania, a w istocie współpracuje z podziemiem: w zamian za ochronę lokalnych interesów, najtłustsze ryby Rojstu same robią porządek „w bagnie”. Klucznik dzielnicy, Alois Tschirhart, ma pobierać prowizję od szemranych transakcji i w ten sposób łatać ubytki w skarbcu. Nikt dotąd nie przyłapał go jednak in flagranti.

Dzielnica militarna, najmniejsza, ale i najbezpieczniejsza. Wbija się w miasto wąskim klinem, stąd jej nazwa: Stück, czyli „kęs”, „kawałek”. Od północy sąsiaduje z Dorzeczem, od zachodu z Gniazdem, a od południa — z Przyjezierzem. Wschodnią stroną przylega bezpośrednio do muru zewnętrznego, z którym łączy się Bramą Zbrojną, wychodzącą na osadę Tuisarr i dalej, na Zatokę Tugver.
Jest to dystrykt mocno ufortyfikowany. Mury są tu wyższe i grubsze, niż wokół reszty miasta, a z baszty dobrze widać Hawerę i podgrodzie. Mocne obwarowanie ma swoją historię: jeszcze młody Garielburg, ledwo ekspandował i wzbogacił się, zaczął być łakomym kąskiem dla piratów i rabusiów z dzisiejszego Ostwaldu, Wyspy Paltran oraz mniejszych atoli. Tymczasem czujne oko kierowano na północ, w stronę gór, z których często schodziły potwory, siejąc chaos na Nizinie Stu Młynów. Wschodnie, mniej zaludnione przedpole miasta, pozbawione traktu lądowego, można było pokonać rzeką i tej trasy zaczęli używać najeźdźcy. W odpowiedzi zbudowano najpierw wieżę obserwacyjną — w pół drogi do miasta — a później wzmocniono i podniesiono mur oraz zwiększono liczbę straży. Tak dzisiejszy Stück stał się dzielnicą wojskową. Zamieszkują ją głównie zbrojni, ich rodziny, personel pomocniczy oraz Czarne Płaszcze. Mieści się tu infrastruktura służb prawa i porządku, w tym:
Okolicę trudno uznać za piękną. Budynki z szarej cegły są masywne i proste, z niewielkimi oknami, podobnymi do otworów strzelniczych, oraz solidnymi wrotami, często zbrojnymi w kratę. W razie kryzysu cały Kęs ma działać jak miasteczko obronne, zaś ekstrawagancja jest niemile widziana. Śladów starszej architektury, pierwotnie drewnianej, nie widać już wcale. Typowym elementem pejzażu są czarne sztandary i proporce, oznaczające budynki Inkwizycji.
Poza miastem, blisko Bramy Rzecznej i Mostu Perłowego, znajduje się tzw. Podmurze — półlegalne obozowisko niewpuszczonych za mury. Awanturnicy i włóczędzy, drobni przestępcy oraz wydaleni z miasta — czasowo lub na stałe — przez lata orbitowali wokół Garielburga, usiłując tak czy inaczej dostać się do środka. Zjawisko przybrało na sile podczas Końca Ery, kiedy hordy Szponu zmusiły mieszkańców Niziny Stu Młynów i miasteczek górniczych do ewakuacji. Schronienia w mieście szukali też uchodźcy spoza granic prowincji, w tym osadnicy ze wsi przy Jedwabnym Szlaku, którym bliżej wypadł Garielburg niż przepełnione Anthal. Wielu tułało się wcześniej gdzie bądź, aż utraciło siły i zachorowało. Z prowizorycznych posłań i szałasów powstało „miasteczko namiotowe”. Surowe kary nie odstraszyły śmiałków, za to podzieliły opinię publiczną. Jedni konsekwentnie chcieli przybyszów gonić, inni — nieść im pomóc, zwłaszcza kobietom i dzieciom. Ostatecznie, władze poniechały likwidacji Podmurza, jak je z czasem nazwano. Część uchodźców przyjęto, do pozostałych wpuszczono kler i filantropów z lekami i żywnością. Wkrótce liczba koczowników zmalała, dziś pozostała jedna czwarta z nich. Nie mają oni praw i przywilejów obywateli miasta oraz jego ochrony, lecz nie wolno zabić ich bez sądu i poddawać cierpieniu. W praktyce przepis ten jest lekceważony, z uwagi na kwitnącą za murami przestępczość. Życie Podmurzan wciąż zależy od ich własnego sprytu i woli przetrwania. Pomoc władz ogranicza się do kontroli porządku, przeciwdziałania zarazie i herezji. Kary najczęściej straż wymierza na miejscu.
Poza Rojstem i sąsiadującą z nim częścią Przedsionka, miasto jest skanalizowane. Kanały służą głównie przestępcom oraz miejskim cwaniaczkom, jako drogi szybkiej ucieczki i przemieszczania się poza wzrokiem strażników. Bywają również miejscem tajnych spotkań. Zapuszczanie się w nie to duże ryzyko. Są nie tylko źródłem brudu i chorób, ale także siedliskiem rozmaitych, pomniejszych bestii żywiących się resztkami. Od Końca Ery licznie grasują w nich Odmienione szczury i inne szkodniki. Często można napotkać łajniarza.
Całe miasto, z wyjątkiem południa Przyjezierza, opasuje pierścień grubych murów obronnych, wyposażonych w machikuły i chodniki strzeleckie. Wraz z upowszechnieniem się broni palnej, w zębach blanek wybito strzelnice kluczowe. Ponadto, wokół starówki biegnie tzw. Stary Mur: historyczne, wewnętrzne umocnienie z ułożonych ciasno kamieni rzecznych, wyznaczające ramy pierwotnego grodu. Dzisiaj raczej oddziela patrycjat od pospólstwa, zamiast służyć obronie, choć jest patrolowany przez własną straż grodową: elitarną formację, pełniącą rolę gwardii i straży świątynnej.
Typowe dla Garielburga są zespoły bramne, łączące obronność z finezją i tradycją architektoniczną. Składają się z przysadzistego rondla oraz smukłej wieży ze spiczastym dachem, krytym kolorową dachówką. Siłę ognia dają im organki (ribauldequin), a także hufnice na kołowych lawetach, pozwalające przenosić wsparcie w obrębie całych murów. Wyjątki stanowią Bramy: Wyżna i Rzeczna — tu głównymi punktami obrony są mosty; z wieżami na filarach. Brama Zbrojna posiada dwa bliźniacze rondle, flankujące wjazd. Każdy, kto zechce ją sforsować, będzie musiał pokonać wąską gardziel, pod obustronnym, bocznym ostrzałem. Brama Morska zaś to unikatowy węzeł hybrydowy. Wieżę bramną zintegrowano z murem poprzez most arkadowy, pod którego przęsłami przepływają statki, podczas gdy wyżej odbywa się ruch pieszy i konny. Wewnątrz wysuniętego rondla działa system kieratów: podnosi i opuszcza bronę, obsługuje żurawie oraz „szczęki” — dźwig do chwytania drabin oblężniczych.
Bramy Błotna i Mączna wychodzą na Gniazdo, Rybna zaś — na Przedsionek.
Charakterystyczne dla miasta są zadaszone mosty (ponts couverts) z wieżami strażniczymi na filarach. Most Perłowy i Trójdzielny posiadają po trzy takie wieże, zorientowane na obronę miasta. Most Zębaty — jedną, większą, stanowiącą punkt widokowy i nazywaną „Zębem Wampira”. Wartownicy kontrolują stąd przepływ osób i towarów między portem a Dworzyszczami — dzielnicą z dnia na dzień coraz mniej bezpieczną.
Ze względu na duże i stale rosnące zaludnienie, a także silną i sprawną obronę cywilną, wojsko Garielburga nie stacjonuje w mieście, ingerując jedynie podczas większych kryzysów. Na co dzień za murami służy pięćdziesięciu żołnierzy z trzystuosobowej kompanii posiłkowej typu mieszanego, złożonej w dwóch trzecich ze strzelców — zwykle kuszników i muszkieterów — i w jednej trzeciej z piechurów, głównie pikinierów. Żołd wypłaca im książę, miasto zaś odpowiada za wikt i opierunek, płacąc tak zwaną „stację”. Jest to i tak spore obciążenie, którego władze starają się unikać, inwestując w straż i fortyfikacje. Garnizon znajduje się paręnaście kilometrów od miasta, blisko osady Biardir. Zajmuje go I Wolna Kompania Miasta Garielburga „Grono Krwi”, nazwana tak od bliskiego pokrewieństwa zbrojnych, których znaczna część urodziła się i wychowała w stolicy Vilerii. Ramię w ramię walczą bracia, siostry, matki i ojcowie oraz bliscy sąsiedzi. Doświadczeni podczas Końca Ery, wciąż bronią Vileryjczyków przed bestiami z gór. Współpracują ze strażą traktów, lokalną milicją z Biardir, traperami i przewodnikami. Ich symbolem jest winne grono, spływające krwią.
Choć nie jest głównym portem wojennym Imperium — rolę tę pełni Anthal — Garielburg posiada własną eskadrę, dostosowaną do manewrów na płytszych wodach rzecznych. Z całego zewnętrznego obszaru portowego wydzielono część militarną, z własną infrastrukturą, współdzieloną jedynie przez Lazurową Straż. Bezpieczeństwa Zatoki Tugver i wód prowincjonalnych strzegą dwie karaki, dwie pinasy wojenne, cztery balingery i wspomagające je transportowe aaki, łatwe do przekształcenia w „pływające reduty” . Siły marynarki służą głównie tam, gdzie już nie sięga straż przybrzeżna. Ochraniają najważniejsze transporty i obsługują rejsy dyplomatyczne. W walce z piractwem i kontrabandą pomaga brać kaperska „Barakudy”, dokująca głównie w osadzie Tuisarr.
„Jastrzębie gniazda” — na wieżach bramnych i dachach najwyższych budynków mieszczą się punkty obserwacyjne. Przekazują sygnały za pomocą luster (w dzień), ogni sygnałowych (w nocy) i sekwencji dźwiękowych (rogi sygnałowe).
Sieć tuneli — pod miastem, na granicy Dorzecza i Gniazda, biegną podziemia, umożliwiające szybki przerzut wojsk między Bramą Wyżną a Zbrojną, bez blokowania ulic. Do stworzenia tej dodatkowej drogi wykorzystano stare piwnice winne i składy handlowe. Niektóre budynki Kęsa postawiono w tym celu od razu z podpiwniczeniem.
Od wieków narażona na ataki potworów i zbójców z Gór Stovesen, Vileria od zawsze była dość trudnym miejscem do życia. Ataki Szponu podczas Końca Ery potwierdziły status Garielburga jako miasta-twierdzy, ale i dotknęły mocno samą prowincję. Mieszkańcy wsi i przysiółków zdołali na czas znaleźć schronienie w mieście głównie dzięki sprawnej ochronie dróg. Tutejszą straż traktów opłaca bezpośrednio sam książę, ale i władze garielburskie; brak innych, równie dużych ośrodków miejskich, które mogłyby dźwignąć ten obowiązek, uważany zresztą za honor. Posterunki mieszczą się w głównych osadach: Biardir, Leertii, Lirtis, Tuisarr i Veurtan. Strażnicy współpracują z miejscową milicją. W tych samych miejscowościach działa oficjalna poczta: bliskość zbrojnych zwiększa bezpieczeństwo gońców. Posłańcy vileryjscy mają opinię wyjątkowo szybkich i skutecznych, a to między innymi dzięki podróży komunikiem. Punkty w osadach zapewniają sprawną wymianę koni.
Garielburg, jak i reszta Imperium, przesiąknięty jest kulturą ludzką. Dominuje tradycja imperialna, ale widoczne są też wpływy ostwaldzkie, na przykład w popularności kiszonej kapusty (Sürkrütt) i broni palnej, a także w dialekcie garielich, opartym o język starej Vanthii i ostwaldzką wymowę. Znane przysłowie świetnie oddaje lokalną komitywę: „Gariel, Waldek dwa bratanki, i do bitki, i do szklanki”. Wymiana prądów kulturowych jest dwukierunkowa: wielu Garielburczykom podoba się demokracja zza miedzy, ale równie liczni są potomkowie starej, ostwaldzkiej szlachty, zdegradowanej do roli „szarych obywateli”, którzy tęsknią za starym porządkiem. Ci drudzy próbują się wżenić w imperialne, szlacheckie rody z pogranicza, nierzadko z sukcesem, powołując się na prawdziwy albo rzekomy herb. Często marzy im się akcesja Ostwaldu przez Imperium, a nawet renesans Wielkiej Vanthii. Niezmiennie żywe, choć tłumione przez agentów korony, są tendencje separatystyczne, obecne wśród wszystkich warstw społecznych. Znaczna liczba Vileryjczyków nie czuje się związana z resztą kraju, a szczególną niechęcią darzy stolicę: Azeloth. Antypatia ta ma już status legendarnej. Częściej bywa półżartobliwa niż naprawdę złośliwa, ale niektórzy wyrażają ją serio, zwłaszcza po Końcu Ery, obwiniając Imperatorkę o niekompetencję, nieskuteczność i pozostawienie Vilerii samej sobie. Wśród najstarszych mieszkańców powszechne jest mniemanie, że Azeloth „ukradło” miastu Gariela stolicę i nigdy jej nie oddało, mimo starszeństwa dawnej osady Thorana. Robić coś „po azelocku” czy „jak Azelotczyk” uchodzi w niektórych kręgach za prawdziwą obelgę, a oznacza partactwo lub lenistwo.
Pracowitość to bowiem cecha bardzo ceniona w Garielburgu. Chcesz z nami mieszkać? Wykaż się przydatnością. Większość mieszkańców niechętnie patrzy na włóczęgów, żebraków oraz bumelantów. Wysoko ceni się umiejętność pomnażania pieniądza. Wśród szlachty — nawet utracjuszy — trzeba umieć rozmawiać o finansach, gospodarce, handlu i zarządzaniu ziemią, stwarzając choćby pozór bycia obrotnym. Docenia się pracę zdolnych rzemieślników, w tym krasnoludzkich inżynierów, którzy mieli swój udział w osuszaniu mokradeł pod nowe miejskie grunty, a także w budowie kanałów i fortyfikacji. Niezbyt dużą estymą darzy się za to magów, zwłaszcza teoretyków. Dla Garielburczyków są to darmozjady sprawiające problemy. Jeśli mag chce zasłużyć na szacunek, musi umieć wesprzeć własną magią innych, i to w sposób wymierny; praktyczny i widoczny w efektach. O ile więc czarodziej-ogrodnik z Oranżerii czy wiatromistrz na statku cieszy się poważaniem, o tyle akademik siedzący z nosem w księgach nie jest zbytnio ceniony.
Dominującą religią jest państwowy Imperialny Kult Praojca, coraz częściej konkurujący z innymi wyznaniami. Od schyłku EP, zwłaszcza od Końca Ery notuje się wzrost popularności niższych bóstw Fallathanu, sekt i herezji. Garielburczycy chętniej patrzą w stronę Kościoła Zreformowanego, który odejmuje boskość imperatorom, a rozpowszechnia się przez wschodnią granicę. Neofitów zawiodła słabość władz centralnych podczas apokalipsy. Zobaczyli, że „Boską Córkę” można zranić, a na pomoc wezwano „przypadkowe istoty” — obcokrajowców i nieludzi. To ostatnie najwięksi garielburscy patrioci poczytali za afront. Konwertyci czczą pierwszych imperatorów — często wyłącznie jako świętych, nie bogów — lecz nie uznają boskości współczesnej, żyjącej władczyni, Verais de Battenhoff. Książę Elbert oficjalnie potępia heretyków. Nieoficjalnie — przymyka na nich oko. Jako zwolennik autonomii Vilerii, cicho wspiera tendencje separatystyczne. Rosnąca niechęć do Vogerstein jest mu bardzo na rękę.
Pewne wyroby i gałęzie rzemiosła są tak silnie związane z miastem, że stały się jego symbolami. Należą tu:
Bredele — regionalne ciasteczka różnego rodzaju
Pâtisserie — cukiernia
Manala — chłopiec
Mannele/Manala — słodka bułka, pieczona z okazji Święta Oczekiwania (Gwiazdki); ma postać pajacyka lub skrzata (czyli chłopczyka), czasem również zwierzęcia (często świni)
Sürkrütt — kapusta kiszona
Stückprahm — prama; pływająca bateria artyleryjska, używana do ochrony wybrzeża
Więcej słów i zwrotów z dialektu garielich znajdziesz w osobnym artykule. (w budowie)